oszust matrymonialny vol 2 background
Lifestyle

Oszust matrymonialny vol. 2

Miłość to piękne uczucie ale oszustów matrymonialnych  vol. 2  w internecie jest bez liku.

   Dziś, bycie oszukanym w miłości, zdarza się, tak samo często, jak bycie zakochanym w czasach pandemii, i jak niestrawności,  po  zjedzeniu nieświeżego  kebabu, na wynos.

Scammer vol 2 to post dla Was, ku pokrzepeniu złamanych serc

   Po moim pierwszym poście o scammerze z Waszyngtonu,  dostałam mnóstwo e-maili od kobiet i mężczyzn.

   Dziękuję za zaufanie i przesłanie mi swoich doświadczeń ze scammerami.

   Po Waszych historiach opisanych w emailach do mnie,  przekonałam się, że oszustów matrymonialnych w sieci jest mnóstwo. Kontakt z nimi zawsze pozostawia niesmak i żal pomieszany ze złością.

Mnie to nie dziwi, a wręcz utwierdza w tym, że o scammerach musimy pisać, komentować i uświadamiać inne kobiety oraz  mężczyzn, że mogą być ofiarami scammerów.

Dodam, że najczęściej czytanym postem,  tu u mnie na blogu , według statystyk , jest właśnie moja historia o oszuście matrymonialnym z lutego 2020 roku.

 Historia ze scammerem  vol. 1 

Jeśli jeszcze nie czytałaś tej historii to zapraszam Cię tu https://chicbykate.com/oszust-matrymonialny-scammer/

 

 

scammer

 

 

Wasze reakcje oraz historie o nieszczęśliwym happy endzie, zachęciły  mnie ponownie, do opisania kolejnej, mojej  historii, jaka  mi się  zdarzyła  jesienią  2020.

 

Tinder

Aplikacja Tinder myślę, że jest tak samo popularna jak Facebook czy Instagram na telefonie. Nie wstydzę się przyznać, że mam tam profil. Ach, ale  czego ja w życiu nie mam i nie miałam :). 
Tinder dla mnie, jest też  innym stanem świadomości. Śmiało mogę stwierdzić , że to targowisko próżności i chęci pobzykania się w u kogoś w domu lub hotelu.

Szczerze też dodam,  że Tinder wśród swoich profili, ma tam pełno  oszołomów i właśnie oszustów matrymonialnych.

O swoich doświadczeniach w szukaniu bratniej duszy na aplikacjach randkowych, może  napiszę innym razem, bo śmiesznych historii o moich randkach mam bez liku.

Za to dziś, postaram się opowiedzieć Ci, o scammerze i o jego metodzie na “paczkę z USA”.

Szukając miłości

Pandemia uprzykrza nam życie. Jesteśmy izolowani w domach, pod dykatando statystyk. Nie wolno  nam chodzić do galerii handlowych, nie wolno robić zakupów w sklepach budowlanych, a nawet  nie wolno nam przebywać w dużych skupiskach ludzi.

Czsaem mam wrażenie, że też nie wolno kichnąć ani puścić bączka miotanego cichym powiewem wiatru.

Więc to wszystko powoduje, że szukamy rozrywki. I tej mądrej czytając Dostojewskiego i  też tej głupiej, jak zabawa w miłość na Tinderze.

 

Psychiczny obraz nędzy i rozpaczy emocjonalnej

Single siedzą same  w domach i szukają  rozrywki.

Małżeństwa kłócą się i przeżywają “ciche dni”. W telefonach, małżonkowie skrywają What’s app’y i aplikacje dla kochanków.

Stwierdzam śmiało, że tak właśnie robią to  mężczyzni. Czemu?  Bo na 80 %  moich rozmów na Tinderze, to właśnie kochający i oddani żonom i dzieciom mężczyzni,  w długich związkach małżeńskich, po paru zdaniach proponują “numerek na 10 minut” w samochodzie lub u “niego w domu”.  Myślę, że właściciele apartementów na krótki najem, mają dzisiaj “żniwa” dzięki Tinderowi. Ale “cicho sza”, bo to taki kod społeczności na Tinderze :).

Konkubinaty, rozchodzą się ustalając terminarz odwiedzin dzieci oraz wysokość alimentów.  Aplikację dla singli zakładają szybciej, niż pakowanie  swoich  rzeczy, ze wspólnie wynajmowanego mieszkania. Więc sama chyba rozumiesz , że usługi hotelarskie i najem krótkoterminowy dzisiaj w Polsce, ma się bardzo dobrze.

Jednym zdaniem podsumowując,  miłość w czasach zarazy, jest trudna, czy patrząc na to z perspktywy kobiet, czy mężczyzn.

 

Uciekając od nudy, strachu i samotności

W kolejnym roku pandemii, szukamy ucieczki, pocieszenia i odmiany.  Biuro matrymonialne i imprezowe XXI wieku- Tinder przychodzi nam z pomocą. I przesuwamy profile na “tak, czy na “nie”.  Bawimy się na słowa i zachęcamy bezpośrednio do kontaktu czy słownego czy cielesnego. 

Dodam od siebie, że śmieszą mnie teraz historie kobiet, które mają nowych partnerów, z którymi spotykają się   po marcu 2020 roku. Wstydzą się przyznać, że korzystają z portali randkowych.

Głupio mówią, że poznały mężczyzn przez, uwaga (!!) rodzinę, w czasie, kiedy jesteśmy bombardowani i  zamęczani hastagiem  #zostańwdomu.

Więc ottwrcie przyznaję się, że mam się profil na Tinderze i zdarzyła mi się  prawdziwa historia ze scammerem, po raz drugi. 

Mój profil na Tinderze

Nie wiem czemu, ale mam „branie” u Niemców i Amerykanów.

I tak powoli, przechodzimy do bajki, co pod  tytułem  „ Kasia i oszust matrymonialny z Ameryki vol 2- metoda na paczkę”.

 

Tak to się zaczęło

Był sobie wrześniowy wieczór. Jednym okiem oglądałam film w TV a drugi przeglądałam profile mężczyzn, na Tinderze.

Nauczona doświadczeniem po poprzednim scammerze, nie wybierałam profili z opisami w innym języku niż język polski.
Nagle pojawił się profil, z takim oto zdjęciem.

oszust matrymonialny vol. 2

Należał on do mężczyzny, o imieniu Dariusz (tak będę go nazywać). Był to profil bez opisu.
Popatrzyłam na zdjęcie przez słynne 2 sekundy i przesunęłam profil na „tak”.
I tak się zaczęła historia z Dariuszem.

Parę dni później, Dariusz napisał do mnie po polsku. Posługiwał się łamaną polszczyzną. Od razu zorientowałam się , że pisze do mnie, przy użyciu aplikacji Google tłumacz.
Odkąd ja  zaczełam odpisywać  mu po angielsku, nagle czat  ruszył z kopyta.

 I tak oto, w tej bajce, królewiczem z Tindera, okazał się 53 letni wdowiec, z Kalifornii.

Oszust matrymonialny z Kalifornii

6 lat temu na skutek choroby nowotworowej, Dariusz stracił żonę, która była w 4 miesiącu ciąży. Dariusz był bezdzietnym wdowcem, z domem w Kalifornii. Miał ślicznego psa o imieniu Bongo. I tak między nami, jeśli to prawda,  to pies momentami był ładniejszy, niż jego właściciel.

Po paru zdaniach na Tinderze, Dariusz poprosił mnie o email.  Zaskoczył mnie tym,  nie powiem. Myślę, że  tą prośbą zbił  mnie troszkę  z tropu, że mam do czynienia z oszustem.
Pomyślałam sobie, że jeśli prosi o email, to podchodzi do znajomości ambitnie.

No bo w końcu napisać choćby  z 3 zdania w e-mailu do kobiety jednej z miliona innych na Tinderze, zabiera więcej czasu, niż słynne „hello” na What’s app’ie.
Podałam email do poczty, którą rzadko używam.  W duchu, nie dawałam tej znajomości większych szans.

Nie zaglądałam na skrzynkę mailową, którą mam właśnie założoną do takich rzeczy, jak kontynuacja kontaktu  z Tindera.
Po tygodniu zajrzałam na skrzynkę. I byłam w szoku. Na skrzynce pocztowej czekał na mnie ładny i długi email. Dariusz ładnie się przedstawił, opisał się w paru słowach i dołączył do emaila dwa zdjęcia.

Jednym z nich było zdjęcie z jego paszportu! Osłupiałam na widok tego zdjęcia. No bo facet po 50-tce , z bagażem doświadczeń życiowych, z kobietą poznaną z Tindera, w pierwszym mailu przesyła scan swojego paszportu z danymi typu nr paszportu, zdjęcie, dane osobowe,  w tym  amerykański pesel.

   Z ciekawości zrzuciłam zdjęcie do internetu, chcąc zbadać czy takowe jest w galerii Google. Nie było. I tu był klops. Klops, który po raz drugi zaskoczył mnie  i zmylił z tropu. Zdjęcia, które oglądasz, pochodzą z mojego archiwum, i tak wszystkie zdjęcia z tej znajomości są  prawdziwe.

 

oszust matrymonialny vol 2 paszport

 

Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że zostałam sprytnie zaskoczona przez Dariusza. Uważam, że mój znajomy z Tindera,  zastosował wobec mnie wyższy stopień ogłupienia i oczarowania mnie sobą.

Kolejne emaile były jak romantyczna historia dwojga ludzi.

 

Zamiast wysyłać sobie listy papierowe za ocean, jak nasi dziadkowie, to my robiliśmy to za pośrednictwem skrzynki mailowej. Czasami się zastanawiam, czy ten romantyzm z przeszłości, może stać się na nowo trendem wśrod singli w XXI wieku.

Wracając do mojej historii z Dariuszem, napiszę  szczerze, że pisanie emaili było dla mnie wyzwaniem. I wspomnę tu też, że pisaliśmy do siebie i po polsku i po angielsku. On poprosił, bym pisała do niego po polsku oraz jak chcę to mogę dołączyć tekst po angielsku. On zaś pisał do mnie po polsku, bo jak wspomniał, chciał tylko dla mnie (!!) nauczyć się tego języka.  Czasami jego  e-maile były jak rebus ortograficzno- stylistyczny, ale czego się nie robi (i tu powinnam napisać dla miłości, ale muszę być z Tobą szczera, więc dodam) dla pieniędzy!

 Nie będę udawać, że nabrałam się na to. Naiwnie  pomyślałam, że kurcze, może w końcu  znalazłam mojego  księcia z bajki, w czasach Zoom’a i Skype’a. 

Ale brutalnie rzecz ujmując, trzeba stwierdzić, że pisał tak do mnie, bo miał już takie maile na komputerze.

Myślę, że maile te miał po innych znajomościach z polkami, poznanymi na Tinderze.

E-Maile  od niego nie były w jakiś sposób umieszczone w czasie. Każdy e-mail od Dariusza zaczynał się od nowej myśli. A w całości, te e-maile tworzyły zgraną sprytnie całość, bez wątków pobocznych.

Dariusz pisząc do mnie, nie nawiązywał do aktualnych wydarzeń na świecie. Owszem, ja pisałam że jest pandemia, lecz on się nią jakoś nie przejmował. W Kalifornii jeszcze nie było śmiertelnego żniwa Covidu. I piszę to dlatego, bo rzeczywiście wtedy, w Kalifornii ludzie powoli żyli wyborami na Prezydenta, niż zarazą XXI wieku.

 

oszust matrymonialny w USA

 Po doświadczeniach  z poprzedniej znajomości, czasem pytałam, jaka jest u niego pogoda i prosiłam o zdjęcia. I owszem, w odpowiedzi pisał o pogodzie, która zgadzała się z aplikacją na Google. Zaś zdjecia były „wystylizowane”, z resztą sama widzisz je teraz.

Dbał bardzo o to, żeby ładnie na nich wyglądać. I w odróżnieniu od tego poprzedniego oszusta, Dariusz nie chwalił się ani tym co ma, ani nie pokazywał innych ludzi, poza sobą.

Listowna bajka trwała miesiąc, co nie oznacza, że pisaliśmy do siebie codziennie.

Długo czekałam na jego deklaracje. Pisał po prostu, że mnie lubi, wydaje mu się, że coś  czuje, no i w końcu, że jest zaangażowany w tą znajomość.
Powoli, kroplą po kropli drążył sobie miejsce, w mojej głowie.

Po miesiącu w mailu napisał do mnie, że prosi mnie o podanie numeru telefonu.
„Hm”…pomyślałam,że przejmuje inicjatywę. Po chwili namysłu, podałam mu  numer na What’s app.
Bo tak, w głowie kotłowały mi się myśli, czemu taki przystojny facet, z drugiej części świata, w czasach pandemii pisze do mnie miłosne emaile. Spora różnica wieku, inna mentalność, inna strefa czasowa, a on pisze i pisze…

No i zgadnij co się dalej zdarzyło? Tak, masz rację, podałam się jemu planowi na tę znajomość. Dariusz codziennie pisałam sms, dzwonił, zaprzątając moją głowę swoją osobą.

Teraz bym pomyślała, że oj jaka ja  głupia  byłam, oj jaka naiwna. Czasami myślę, że What’s app łączy lepiej niż przysięga małżeńska czy kredy na dom, w narzeczeństwie.

Etap What’s app’a

Zaczął się etap What’s appa. Ja o 15.00 zawsze dostawałam sms’a, że on wstał, że mnie lubi i „co tam u mnie?”.
Z  ciekawości  i zainteresowania , grzecznie pisałam że wszystko „all right” i że e-mail ode mnie już czeka na jego skrzynce.

What’s app jest fajny i ale też  pomógł mi sobie obrzydzić trochę tego Dariusza.

No bo on, idąc na spacer z Bongo-swoim psem-  miał czas do mnie pisać, bo był u niego „ranek”, a u mnie pora obiadowa i połowa dnia.  Ja prawie kończyłam pracę, a on zaczynał dzień. I tak wkoło Macieja, bez wytchnienia, bez zastnowienia, pilnował żebym nie zapomniała o nim.

 

I tu Ci  coś podpowiem, żebyś zwracała na to uwagę, kiedy on pisze do Ciebie. Co to są za  konkretne  pory dnia i nocy. Czemu?  Zaraz Ci podpowiem.

Sprawdzaj, co to są u niego za pory dnia. Bo ja w moim śledztwie odkryłam, że Dariusz zawsze pisał do mnie  „tylko”  wcześnie rano o 6.30 u niego, albo o 14.00 po popołudniu czasu kalifornijskiego. Czemu? No bo trzeba też brać pod uwagę , że oszust może być żonaty. Mój Dariusz na kontakt ze mną miał czas, tylko podczas spacerów z psem poza domem, i w czasie amerykańskiego lunchu, w pracy.
Sprytne, co nie?

 

oszust matrymonialny w zielonej koszulce

 

 

Pewnego dnia, Dariusz zapytał, czy pogadamy na „żywo”, w ramach wideo. Zgodziłam się, bo tak byłam ciekawa, czy ten przystojny i wystylizowany kowboj, jest tym, kim pokazywał się na zdjęciach.
Nasza rozmowa odbyła się tylko raz, na 1,5 miesiąc trwania  naszej   znajomości.

I tak ten pan ze zdjęć, był tym panem w telefonie.

No i wpadłam w sidła, przyznaję się bez bicia. Z moich pytań na „nie”, zaczęła pojawiać się w głowie iskierka nadziei, że to może jest  ten melodramat z deklaracjami o miłości, przez ocean i że  może  on być realny. 

I tu przejdę do ostatniego aktu tego dramatu, o zabarwieniu komicznym.
Mój kowboj z Kalifornii, był według jego deklaracji inżynierem, pracującym w Shell z oddziałem w Kalifornii. Specjalizował się w odwiertach na morzu, by wydobywać ropę dla Shell’a.
Po miesiącu sielanki z „i love you” i „ i miss you”, nagle dostałam smutnego sms’a, żebym szybko przeczytałam od niego email.
W liście napisał, że on jest najlepszy w teamie Shell. I mimo, że chciał przylecieć do Polski, żeby mnie i pewnie stado innych kobiet poznanych z Tindera,  nie tracąc przy tym  czasu, na dalszą korespondencję lub darmowe rozmowy przez What’s app’a, musi wyjechać za pracą na morze.  Ku jego rozpaczy, musi polecieć do  Kanady, w okolice Nowej Funlandii.
Jego szef, za osiągnięcia, wyróżnił go. Wielkie mi „coś” pomyślałam, ale dla niego to był zaplanowany pierwszy akt, który był zaczątkiem jego parszywego planu wobec mnie.

Według jego “bla- bla”  w tym rozpaczliwym emailu, musi lecieć do Kanady, żeby pomóc przy postawieniu na nowo, nowej platformy do wydobywania ropy.

Zaznaczył, że kontakt będzie rzadki i nie będzie on  mógł do mnie wydzwaniać i urabiać mnie na “i love you” i “i miss you”, tak często jak robił to dotychczas.

Miałam dystans do tego, tak na 60 %. Nawet ten jego wyjazd, gdzieś tam, był mi na rękę. Piszę, gdzieś tam, bo wszystko było owiane tajemnicą zawodową i tajemnicą firmy Shell. Mnie to troszkę dziwiło i trzymało w ryzach, żeby nie anagażować się za bardzo. Więc pamiętaj, że im więcej tajemnic, tym większa szansa, że masz do czynienia z oszustem matrymonialnym.

Jego wyjazd spodobał mi się też, bo ta intensywność wiadomości i emaili była dla mnie w końcu  męcząca, nawet za cenę tych deklaracji, jaka ja jestem piękna i sexy dla niego (!?).
Odpisałam mu  szybko i zdawkowo,  że ok i „good luck” . Pomyślałam, że zdarza się i nie widzę w tym nic złego, nawet w pełnym lockdownie.

I tu przechodzimy do najważniejszej części tej historii, którą być może sama masz w swoim życiu. Bowiem  ilość  metod oszustów matrymonialnych stosowanych wobec kobiet, jest milion, będących  na Facebooku czy  mając profil na Tinderze.

 

oszust matrymonialny list nadawczy paczki

 

 

W kolejnym mailu, Dariusz napisał, że czuje się w obowiązku zrekompensować mi tę rozłąkę z nim. Radośnie oznajmił, że zrobi mi prezent i wyśle go do Polski.
Wymyślił, że kupi mi – uważnie czytaj- nowy komputer, telefon, torebkę Gucci, perfumy.

Po co? Nie wiem, bo nie uskarżałam się ani na brak komputera ani na jakość naszych połączeń.
Napisał również, że do paczki dołączył- wstrzymuję oddech z głupoty- 10 000 dolarów, żebym ja w tym czasie, jak on będzie robić dziurę na dnie Morza Labradorskiego, ja mam zająć  się rezerwacją hoteli w całej Polsce, bo on chce poznać mój kraj!

Dobre, no nie?

Przyznam się, że mail ten mnie tak samo zszokował, jak jego zdjęcie ze skanem paszportu.
Do e-maila, dołączył jakiś pdf z listem przewozowym, na adres skrzynki pocztowej, jaką założyłam na poczcie polskiej. List przewozowy własnie przed chwilą  widziałaś.

 

Czemu tak zrobiłam?

Bo nigdy nie wiadomo, z kim masz do czynienia. Chroń swoją prywatność i nie, nie przesadzam, życie. Nigdy nie miej zaufania, do kogoś, komu być może uwierzyłaś, że jest tym kim jest,  na podstawie wymyślonej historii i zdjęć, które są nawet niedostępne w Google galerii.

No i trzeźwo myśląc, ja nigdy nie widziałam tego mężczyzny w realu, więc nie podałam adresu zamieszkania lecz  adres skrzynki pocztowej, założonej  w placówce PP.

Parę dni później, wczesnym rankiem Dariusz wyrwał mnie ze snu. Dariusz kazał mi szybko zajrzeć do skrzynki mailowej, bo jest okropny problem, z którym on nie wie, jak sobie poradzić. Tu zastosował technikę zaskoczenia i presji czasu.

Nawet nie zrobiłam sobie kubka kawy. Zasiadłam nieprzytomna przed komputerem.
Moim oczom, na mailu ukazała się wiadomość z jego skrzynki pocztowej. Firma kurierska na Ukrainie, prześwietliła paczkę do mnie. Pracownicy odnotowali, że w paczce są pieniądze niezadeklarowane w liście przewozowym. Stąd nadawcę paczki obciążają „karą” na kwotę 4 000 euro. Żeby paczka do mnie dotarła, on musi szybko wpłacić tę kwotę, na konto jakieś ukraińskiej kobiety, która jest pracownikiem firmy kurierskiej, na Ukrainie. Czekają dwa dni. Po tym czasie, paczka oraz obowiązek zapłaty kary będzie podany do Ukraińskiego Urzędu Skarbowego i będzie postępowanie o przemyt pieniędzy (!!!).

oszust matrymonialny telefon

scan ze strony komputera z numerem podanym w email

Dobra historia, co nie?

Jak pewnie domyślasz się, Dariusz nie mógł zapłacić tej kwoty, bo był na platformie wiertniczej, gdzieś  na środku morza, bez karty i  gotówki. ZA to miał kartą z IP w dupie, żeby do mnie pisać od czasu do czasu e-maile, po pracy, w kajucie.

Napiszę krótko.

Opisuję Ci tę historię po pół roku od jej przeżycia. Mam dystans i nie jestem otumaniona uczuciami, które on we mnie wyhodował, żerując na tęsknocie za relacją z drugim człowiekiem i bycia z kimś, na dobre i na złe.

Nie zakochałam się w jego wyimaginowanej historii. Po poprzedniej historii z oszustem matrymonialnym, brałam wszystko na  dystans. Dziś uważam, że dystans i poprzednia historia z oszustem z USA mnie uratowała, przed płaczem, użalaniem się nad sobą i obrażeniem się na cały świat.

 

Ale szczerze między nami,  czuję, że zostałam oszukana emocjonalnie jako człowiek, przez jakiegoś idiotę, który chciał wyciągnąć ode mnie 4 000 euro.

Nie sadzmy się na “ę” czy” ą”, ale samotność w czasach zarazy momentami jest irytująca a potencjalny kontakt, z kimś po drugiej stronie telefonu czy komputera, jest próbą odreagowania i myślenia o czymś innym, niż statystyki zachorowalności podawane tak samo często, jak prognoza pogody w TV.

Tego ranka  Dariusz dzwonił do mnie 12 razy,  między 10.00- 12.00 w południe.

Były jego krzyki, szantaże, że się na mnie  zawiódł- boże żeby tylko na ludziach człowiek się zawiódł-  i manipulacja emocjami deklarowanymi w słowach,  od “my love” po “be shame baby”.

Raz miałam dzwonić do firmy i deklarować się do zapłaty tej kary, a innym razem miałam pisać email do firmy kurierskiej w Nowym Jorku. Tak mną dyrygował, co mam robić, przez bite 2 godziny!!!

Byłam nawet perfidnie zapytana przez niego, ile mam pieniędzy na koncie(!).

nor

Na spokojnie mogę Ci dziś napisać, że nie zgodziłam się ani na zapłatę tej kary ani na pisanie do firmy, która według Google maps nawet nie miała siedziby. No i nie powiedziałam mu oczywiście,  ile mam oszczędności. No proszę Państwa, szanujmy się !!!

Miłość bywa ale

Za miłość się nie płaci. Nie płaci się też za prezenty od mężczyzny, czy kobiety.

Nie przelewa się też  pieniędzy komuś obcemu, na ukraińskie konto, z wymyślonym właścicielem.
Zadzwoniłam też do Urzędu Celnego w Polsce, z zapytaniem czy to prawda, że paczka w USA może być objęta karą, na Ukrainie.
Pan z Urzędu Celnego szybko i krótko zapytał się mnie , co to za firma kurierska oraz dlaczego paczka, która została przywieziona najpierw na teren UE, została odesłana na Ukrainę, by z stamtąd polecieć do Polski.

Rozmowa z urzędnikiem trwała może z 5 minut.
Po niej wiedziałam  już wszystko. Że zostałam zmanipulowana,  a Dariusz próbował wyłudzić ode mnie 4 000 euro, w tani, i na „paczkę” sposób.

Urzędnik powiedział, że dostaje sporo takich telefonów i że są to przypadki oszustów, którzy wyłudzają w ten sposób pieniądze,  od kobiet albo od mężczyzn, w Polsce.

Morał tej historii jest taki, że nie można zaczynać znajomości na Tinderze ani od dupy strony ani też płacąc za paczkę, w walucie euro, na Ukrainie.

Na koniec poradzę Ci, że szukając  miłości przez internet, trzeba zawsze znać numery telefonu do Ambasady USA, do Urzędu Celnego czy w końcu  do Urzędu Skarbowego.

I wiedz, że  Policja w Polsce, ma też anonimową linię telefoniczną. Możesz zadzwonić do każdej z tych instytucji i porozmawiać o tym, co chce od Ciebie oszust matrymonialny.

I nie, nie wstydź się tego zrobić !!!

Bo chyba większym wstydem jest wyzbyć oszczędność całego życia i nie mieć na chleb czy opłaty za dom i telefon z internetem.

 

Czasami telefon z aplikacją jest szansą na coś fajnego, ale też i przekleństwem i życiem w biedzie, przez pewien czas.

Do następnego postu, pozdrawiam.

 

sekrety seksualnej pewności siebie okladka 1 reklama

4 miesiące ago