Lifestyle

Słoneczny patrol

 

Wstyd się przyznać. Kiedyś nie zwracałam uwagi na ochronę mojej skóry,przed słońcem.

 

Brąz na lato to podstawa

   Cieszyłam się na każde promienie słońca. Nie zwracałam uwagi na to, że moja skóra raczej nie lubiła się ze słońcem. Przez swoją głupotę, co roku miałam coraz więcej piegów na ciele.
   Opalenizna była lekko brązowa, a ja mogłam nucić pod nosem, że „dziewczyny lubią brąz”.

 

Alarm na skórze

   Po 30 tce, w moim życiu wszystko się zmieniło. Zmądrzałam. Zaczęłam walczyć o siebie i swoje zdrowie. Zaczęłam przyglądać się mojej skórze. I ku mojemu przerażeniu, z piegów sprzed kilku lat, na skórze zaczęły mi się robić ciemne znamiona.

 

Mądra po szkodzie

Przestraszyłam się tych zmianom na skórze. Podświadomie zaczęłam panikować, że to może być jakiś nowotwór skóry. Przezwyciężyłam strach i pomaszerowałam do lekarza. Diagnoza była prosta. Wycinamy tu i tam. Stąd pokazałam Ci się na moim instastory na IG, abyś nie zwlekała. Nie bój się. Lepiej iść do lekarza niż walczyć z potworną choroba jaką jest rak skóry.

 

Do wyboru do koloru

Latem w każdym magazynie dla kobiet, rozpoczyna się seria artykułów o kremach i rozsądnym opalaniu. Popatrzyłam w lustro z plastrami na ciele. Po serii zabiegów u chirurga, grzecznie pomaszerowałam do drogerii.
No nie ma co się oszukiwać. Po 30 tce skóra jest już bardziej wymagająca. Sama się nie nawilży. Kolagen już nie ten. No i co roku, słońce jest już coraz silniejsze. Od maja do października trzeba rozsądnie korzystać z kąpieli słonecznych.

Kupuję polskie

 

W drogerii wybrałam polskie kosmetyki. Bo nadal uważam, że to co polskie jest dobre i w rozsądnej cenie.
Za chwilę pokarzę Ci , mój zestaw kosmetyków. Korzystam z nich przez całe lato.


Krem to podstawa

W czerwcu pojechałam na wakacje, zagranicę. Wiedziałam, że będę prawie cały czas na dworze. Nie chciałam wydawać na kremy euro, bo nieroztropnie poparzyłam się na słońcu. A że pod koniec czerwca, to ja raczej byłam blada, a nie opalona, więc wybrałam najwyższe filtry.
Ziaja to dobra i sprawdzona przeze mnie marka. Zaoferowała mi krem z bardzo wysokim filtrem.

 

   Z Bielendą zaś, zaprzyjaźniłam się za ich praktyczne zastosowanie kosmetyków. Po raz pierwszy postawiłam na mgiełkę do ciała i włosów, która miała chronić mnie przez promieniami UV. Mgiełka miała też chronić moje włosy przed wysuszeniem. Jak ją stosowałam, to rzeczywiście, włosy były miękkie. I nie były tłuste, po jej zastosowaniu.

 


Oba kosmetyki kupiłam w sieciowej drogerii. Koszt tych dwóch kosmetyków nie przekroczył 20 zł. I co najważniejsze, sprawdziły się. Stąd mogę z pełnym przekonaniem Ci polecić.

Samopomoc w parę chwil

Nie ma co się oszukiwać. Ładną opaleniznę musisz przepłacić paroma dniami i godzinami obecności na słońcu. Ja jestem leniwa i niecierpliwa. I nie potrafię leżeć i czekać. To nie ja.
Te dwa samoopalacze pomogły mi w lepszym samopoczuciu. Dzięki balsamowi i spray, nie wyglądam jak córka młynarza.


   Perfectę kupiłam z poleceń innych kobiet na Instagramie. Zachwalały ten kosmetyk jako ten który nie pozostawia w 100% smug. Kupiłam, posmarowałam, poczekałam, i tak. Mają rację te instagram-owiczki. Po posmarowaniu się nim, nie będziesz wyglądała śmiesznie, ze smugami,jak po nie udanym zabiegu u kosmetyczki.


   Venus w 50 ml, to mój hit od dwóch lat. Mała pojemność. Poręczność. Drobinki w środku. Popsikasz nim ciało, odczekasz i masz w miarę równo rozproszony samoopalacz, na sobie. Ja go stosuję głównie do nóg. Jest niezły. No i do czasu jak ten spray nie zmieni Ci koloru skóry, masz malutkie drobinki na skórze, które dają efekt glow.

    I to co bardzo przekonuje mnie też do tego kosmetyku to to, że jest małej pojemności. 50 ml naprawdę starczy Ci na cały sezon wakacyjny. Bez żalu wyrzucisz go, bo go w 100% zużyjesz. I nie będzie Ci zimować do kolejnego lata.

Świeży zapach ponad wszystko

Jestem bardzo wrażliwa na zapach. Smród nieumytej skóry po całym dniu, na ostrym słońcu, przyprawia mnie o mdłości. No i w upały lubię czuć świeżość na swojej skórze. Mam bzika na tym, aby skóra pachniała lekkim i owocowym zapachem przez całe lato. No nie nawidzę zapachu potu. Nie akceptuje go ani u siebie ani  tym bardziej u drugiej osoby, mimo że ją kocham.
Moim niezbędnikiem w każde lato jest mgiełka. Przetestowałam dziesiątki takich kosmetyków. No i w tym roku przekonała mnie mgiełka z Ziai.
150 ml to super rozwiązanie do korzystania z mgiełki przez cały dzień. Niewielką buteleczkę wrzucasz do kosmetyki, w swojej torebce i używasz jej non stop. Mgiełka odświeża ciało, twarz a nawet włosy. W ciągu dnia rozpraszasz ją na sobie a lekki zapach towarzyszy Ci przez chwilę, nie męcząc otoczenia jego zapachem.
Moja mgiełka pachnie kokosem. Kosztuje 7 złotych i jest do kupienia w salonach Ziai.
Tanio, świeżo i wydajnie , cóż chcieć więcej.

 

 

   To są moje wybory kosmetyków na lato. Wszystkie zużywam w 100% i co roku, kupuje nowe. Czemu? Bo one są bardzo wrażliwe. Utleniają się i tracą swoje ochronne właściwości. Tak więc, za rok możesz się spodziewać kolejnego postu,o takiej treści, być może z jeszcze innymi kosmetykami. Miłego dnia :).

 

2 miesiące ago

Join the discussion One Comment

  • Mam z Bielendy mleczko do opalania z aloesem, bardzo lubię je używać. Szybko się wchłania 🙂
    O skórę trzeba dbać na słoneczku, mimo, że jest ono nam potrzebne to lepiej się posmarować 😉

Leave a Reply